.

Niezrozumiany prorok

Macieja Zięba OP, 
"Niezwykły pontyfikat", 
Wydawnictwo Znak, Kraków 1997; 
"Jean Paul II, un prophete incompris", 
przełożył Gabriel Garstka,
 Editions du Cerf, Paris 1998.

Bycie niezrozumianym, wyśmianym, odrzuconym a nawet zabitym, to los większości proroków. Ich wizja przeważnie nie zgadza się z opinią tłumu, a jasne i pełne prawdy słowa ranią uszy słuchaczy przywykłych do pochlebstw lub kłamstwa. Tłum zatem zatyka uszy, przeinacza słowa, nagina prorocze przesłanie do swoich małych i krótkowzrocznych potrzeb. Czasem też próbuje wywierać nacisk na proroka. Może uda się go przekupić lub zastraszyć, albo zmusić do milczenia? Jeżeli wszystkie te środki zawiodą, tłum sięga po broń ostateczną. Sposoby bywały już różne: jaskinia lwów, ognisty piec, wyschnięta cysterna, czy też grad kamieni; cel był zawsze ten sam: uciszyć głos proroka, głos który wzywa do nawrócenia. Czy Jana Pawła II można nazwać prorokiem? Czy i on dzieli dramatyczny los wszystkich proroków? Czy możemy ze spokojem patrzeć, jak jego przesłanie bywa rozumiane na opak lub wprost fałszowane? W jeden z wrześniowych paryskich wieczorów, na spotkaniu zorganizowanym przez Editions du Cerf oraz Polską Prowincję Dominikanów, w pallotyńskim domu przy rue Surcouf, na te i inne pytania odpowiadał ojciec Maciej Zięba OP. Jeżeli przyjmiemy biblijną definicję proroka, jako tego który ma dar wnikania w istotę wydarzeń, albo też wybiegania w zakrytą na razie przyszłość, to Jan Paweł II doskonale się w niej mieści. Ojciec Zięba nakreślił trzy zasadnicze obszary, w których proroczy wymiar papieskiego nauczania widoczny jest wyraźnie. Przede wszystkim jedność Europy. Oczywiście, to nie Jan Paweł II jest twórcą polityczno-kulturowego projektu zjednoczenia państw starego kontynentu. Jednak od początku swojego pontyfikatu Papież przypominał o duchowych korzeniach owej jedności, która bez nich stanie się tylko mrzonką lub jeszcze jedną utopijną ideologią. To właśnie duchowa perspektywa pozwoliła papieżowi przełamać wyrachowany porządek ustalony w Jałcie. Od swojego pamiętnego kazania w Gnieźnie w 1979 roku, papież nie tylko uwierzytelniał pieczęcią Ducha Świętego aspiracje Europejczyków do braterskiego współistnienia, ale też odważ­nie przypominał wszystkim, że Europa nie kończy się na Łabie. W tamte czerwcowe dni wołał "wołaniem wielkim" o dostrzeżenie Litwinów, Łotyszów, Ukraińców, Słowaków. Kto w Europie podzielonej skrupulatnie berlińskim murem odważyłby się tak myśleć? Ale dla Jana Pawła II ani układy jałtańskie, ani żadne inne nie są punktem odniesienia. Są nim: Ewangelia i prawda historii, w którą wpisuje się Bóg.
Innym bardzo ważnym elementem owej proroczej wizji Papieża [był] jego stosunek do islamu. Jeszcze dziś niektórzy nie dostrzegają, że jednym z największych zadań stojącym przed chrześcijańską Europą jest przyswojenie coraz silniejszej obecności muzułmanów na naszym kontynencie i ich stale rosnące światowe znaczenie. Papież widział to od dawna i robił wszystko, aby owo spotkanie nie stało się pojedynkiem na ringu, lecz mogło służyć ubogaceniu i pogłębieniu naszej wiary. Aby nie skończyło się w morzu krwi, ale we wspólnym, choć odmiennym, uwielbieniu Jedynego Boga.
Papieska wizja przenika także podstawy ustroju obecnego świata. Przyzwyczailiśmy się już do myśli, że demokracja jest jedynym "znośnym" ustrojem. Papież jednak przestrzegał nas, abyśmy nie padali przed nią na twarz i odważa się poddać krytycznej analizie systemy ekonomiczne i polityczne. Ta analiza szokuje wszystkich, którzy oczekują, iż Papież pobłogosławi któryś z rządzących reżimów. Ale Jan Paweł II inaczej widział swoją rolę - rolę następcy Piotra. I zamiast wybierać jakiś konkretny system lub proponować "trzecią drogę", pokazzwał, gdzie wewnątrz różnych systemów znajduje się prawda, a gdzie fałsz, co w danym układzie społeczno-ekonomicznym może służyć człowiekowi, a co będzie go zniewalać. Słowem: umacniał to co dobre i przestrzegał przed złem. W dzisiejszym świecie, w którym tendencja do political coredness oraz do ujednoliconego myślenia jest tak silna, potrzeba odwagi proroka, by mówić tak, jak mówił Jan Paweł II.
Już to co powiedzieliśmy wyżej pozwala zauważyć, skąd może brać się niezrozumienie jego myśli przez współczesnych odbiorców. Nasz świat, który żyje w rytmie prasowych wiadomości z ostatniej chwili niechętnie wybiega myślą w przyszłość lub sięga do korzeni. Ten świat, który ma tendencję do zamykania wszystkiego w prosty schemat, niechętnie daje się nakłonić do krytycznego myślenia. Jeśli jeszcze dodamy do tego istnienie ośrodków z zasady nieprzychylnych Kościołowi oraz tę charakterystyczną cechę demokracji, polegającą na tendencji do niwelowania i relatywizowania wszelkich refleksji etycznych nad społeczeństwem, to łatwiej zrozumiemy, dlaczego nauczanie papieskie natrafiało na takie trudności ze zrozumieniem i przyjęciem.
Jednak, w pewien sposób, przyczyniała się również do tego także sama specyfika nauczania Jana Pawła II. Przede wszystkim bogactwo środków, jakich używał Papież. Raz były to encykliki, raz homilie, innym razem wielkie zloty młodzieży, jeszcze innym razem kanonizacje lub jakieś gesty symboliczne, które niosą w sobie ważne choć nie wyrażone expressis verbis przesłania. W takim bogactwie łatwo o parcelację papieskiego nauczania, gdy tymczasem, aby je zrozumieć w pełni, trzeba zebrać wszystkie elementy, które złożą się na pełny obraz, bez wypaczeń czy przemilczeń. Papież unikał także łatwych opisów rzeczywistości. Zarówno w przypadku teologii wyzwolenia, jak w sprawie integryzmu katolickiego, lub dialogu ekumenicznego wysiłek papieski zmierzał ku temu, aby dotrzeć do sedna sprawy, często ukrytego wśród nieporozumień, sporów, lub po prostu złej woli oraz wyłuskać i ocalić dobro, jakie może tkwić w każdej z poruszanych dziedzin. Nauczanie papieskie stroniło więc od bezwarunkowego potępiania lub ślepego gloryfikowania czegokolwiek oraz zapraszało do myślenia i wysiłku odkrywania prawdy, która wyzwala. Tak, prorok zwykle bywa niezrozumiany... Jednak nie musimy godzić się z takim stanem rzeczy. Każdy z nas może stać się głosem, który będzie pomagał światu zrozumieć i przyjąć prorocze przesłanie, również to Jana Pawła II. Ojciec Maciej czyni to już od lat. I zaprasza do tego nas wszystkich.

Paweł KRUPA OP

Paweł Krupa, dominikanin, historyk–mediewista. Urodził się w 1965 roku, studiował w Krakowie, Paryżu i Rzymie. Od 1997 roku członek Commissio Leonina przygotowującej krytyczne wydanie dzieł św. Tomasza z Akwinu. Mieszka w Paryżu. Prezentowany tekst ukazał się w „Naszej Rodzinie” – 11-12 (651-652) 1998, s. 9-10.

34-4-1_2.jpg (145885 Byte)


Na ilustracji:

Okładka
francuskiego
wydania
książki

(1998)