Tego nigdy się nie wie

I cóż, że palec skaleczony kolcem róży w drodze
na festiwal poezji. Wtedy jeszcze nie było wiadomo,
czy warto pisać wiersze; dziś tym bardziej.
Tego nigdy się nie wie, to przychodzi nagle jak poczucie
starości lub kres uczuć, koniec świata we wszystkich miejscach
naraz, w tobie i poza tobą, w oczach matki i w braku poczucia siebie,
więc musisz być świadkiem, tym, który pyta dlaczego.

Gdy szeptaliśmy wiersze w zamkowej sali, patronowały nam
Anna Kamieńska i Teresa Ferenc, zachęcali nas przyjaźnie
do głośnego czytania Zbigniew Bieńkowski, Marian Grześczak
i organizator turnieju Stanisław Misakowski. Wydawało nam się
wtedy, zapewne naiwnie, że dzięki wyobraźni wszystkie domy
utracone odzyskają zniszczone adresy, a zostanie ocalone,
co w metaforze najczulej przechowa poeta.

Miłość działa inaczej. Tego nigdy się nie wie. Daje znaki
w ciszy, samotnie; trzeba nauczyć się milczeć i przebaczać,
pisać listy, próbować bez końca, jak smakują jej dary.

Na brzegu Regi

Pomorskie pola otwierają w maju wielobarwne bruliony,
na marginesie łąki kaczeńce rozjaśniają żółcieniem
rowy wzdłuż torów. Pasażerowie zmierzający nad morze
pozdrawiają nas z okien wagonów, zanim wpiszą się
w linię horyzontu wykrzyknikiem chmury.
Działkowicze na rowerach rysują nową ścieżkę
pośrodku miejskiego trawnika. 

Kaczeńce na brzegu Regi. Powolny nurt rzeki
jak ruch ręką z dalekiego okna. Popołudniowe
wędrowanie nie wiadomo dokąd, zawracanie
wokół poczty z czerwonej cegły, przystanek
przy kamiennym krzyżu z przesłaniem
Jana Pawła II: pamięć i tożsamość.

Miasteczko dzieciństwa jest jak plaster
miodu w upalny dzień – dodaje
energii, koi zadawnienia.

Z rzeczy małych

                                     Mamie – Sybiraczce

Gdy podchodzi do okna, ptaki na chwilę milkną,
a jest ich wiele: sroki, wilgi, gołębie, całe to osiedlowe
bractwo, któremu udało się przetrwać w pobliskim parku
(zwanym tak na wyrost, wszak to zaledwie alejka i dwie ławki).
Dopiero wtedy, gdy z dłoni spadają okruchy, wszystkie
zlatują z furkotem, dziobią, skrzeczą, podskakują.
Nad jej siwą głową krąży motyl albo to płatki bratków
porwał wiatr z balkonu sąsiadów, w każdym razie 
pozdrawia świat bezsłownie, podparta laską,
wpatrzona w przestwór tej chwili.

Nagle odwraca się i mówi: Za dużo tego wszystkiego, dusi mnie
od nadmiaru zapachów, skądże konwalie pod oknem
tu się uchowały. Siądę sobie w pokoju i rozwiążę krzyżówkę,
w której, mam nadzieję, nie ma miejsca na słowo przesiedleniec.

A ptaki – zrywają się do lotu, taka ich natura, są wolne od historii,
od nagłej zagłady, póki co, chyba że napiszą im ją ludzie. Śpiewają,
wtórują im piosenkarze Eurowizji, uczestnicy zbiorowej radości,
jak ujęłaby to święta Teresa z Lisieux, z rzeczy małych.

                                                           Poznań, 15 maja 2016 r

Teresa TOMSIA

Teresa Tomsia – autorka książek poetyckich i prozy dokumentalizowanej; pochodzi z rodziny Kresowian; mieszka w Poznaniu; www.teresatomsia.pl  Wiersze pochodzą z nowego tomiku Teresy Tomsi Kobieta w kaplicy (Biblioteka „Toposu” T. 132, Sopot 2016


81-1-2-1.jpg (69675 Byte)


Na zdjęciu:
 
Teresa Tomsia
(Świdwin, 2015)


© Eugeniusz Tomsia

© Recogito, Rafaliga