O istocie dzieła sztuki

I. PYTANIE

1. Powiedzmy szczerze: już sam tytuł budzi podejrzenie. Bo jakże można w paru chwilach dokonać wyczerpującej analizy tak wielo­rakiego tworu, jakim jest dzieło sztuki?... Dlatego postawmy na początku jasno sprawę: nie idzie o odpowiedź wyczerpującą. Idzie o wyrażenie pytania powstającego u każdego z nas, jeżeli mieliśmy kiedyś chociaż chwilę do czynienia z dziełem sztuki, owszem, powracającego natarczywie również u tych, co z dziełami sztuki mają stale do czynienia. A pytanie to jest następujące: czym jest ów szczególny przedmiot, tak nierealny a tak działający na nas, tak odległy od spraw codziennych, a tak głęboko poruszający nasze wnętrze, tak niezależny od wszelkich praktycznych prawideł, a tak niezbędny dla każdego z nas, gdy kiedyś chociażby raz wszedł w nasze życie. Odpowiedź na postawione pytanie ma być dana jedynie w zarysie.1

II. SPOTKANIE SIĘ I TWORZENIE

2. Weźmy taką sytuację: ktoś uzdolniony artystycznie, powiedzmy dokładniej malarsko, napotyka jakiś przedmiot rzeczywistości zewnętrznej, drzewo, zwierzę, drugiego człowieka. Dzieje się wówczas w nim coś szczególnego: zostaje wewnętrznie poruszony przez charakterystyczne właściwości linii, barw, ruchów owych napotka­nych przedmiotów. W spotkaniu otwiera się na nie jego wnętrze, staje sie czujny, wrażliwy, napięty i gotowy do pracy. Ów stan może mieć różne stopnie: od bliżej nieokreślonego, płynnego poruszenia aż do namiętnej, pełnej pasji chęci zawładnięcia i opanowania przedmiotu w tworzeniu. Jak to się dzieje, że ręka ludzka czuje się zmuszona do postawienia kilku choćby kresek, to jest tajemnicą niełatwą do rozwikłania i pozostaw­my ją psychologom. Z pewnością, gdybyśmy ją zbadali, wyświetliłaby się nam niejedna zagadka ludzkiej egzystencji. Dla nas tu pozostaje ważnym sam fakt: artysta zostaje przez przedmiot wewnętrznie wstrząśnięty i równocześnie czuje w sobie głęboką potrzebę jego odtworzenia. Dzieje się to, o czym myślał Goethe, gdy pisał, że „artysta powinien uczynić z siebie organ”. Organ dla uchwycenia dna, jądra rzeczy i stawania się. Spotkanie się z rzeczywistością, o jakiej tu mowa, nie ma nic wspólnego z działaniem technicznym, z służbą praktycznym celom; jest ono jedynie dyktowane pragnieniem wniknięcia w rzeczywistość, by ją wywieźć oczom i uszom ludzkim.

3. Jak tego artysta może dokonać? Otóż dokonuje tego przez kształtowanie w materiale, w naszym wypadku przez linie i kolor, podobieństwa przedmiotów świata zewnętrznego. To podobieństwo jest pojęciem wieloznacznym i jego stopień zależy tak od na­tury użytego materiału, jak też od stylu danej epoki. Inne możliwości daje malarstwo olejne a inne akwarela, inna była bliskość podobieństwa u malarza Renesansu a inna u dzisiejszego abstrakcjonisty. Trzeba powiedzieć, że w żadnym wypadku nie może chodzić o literalne odtworzenie, chociażby z tej prostej przyczyny, że malarstwo nie me na to środków; a z drugiej strony nawet najbardziej „abstrakcyjne” ujęcie niesie ze sobą elementy podobieństwa do rzeczywistego świata. Jednym słowem nie idzie o „oddanie” – idzie o tworzenie. To, co artysta czyni, ma być również światem, lecz nie tak jak świat zewnętrzny, to ma być świat jako dzieło. Jego czynność z jed­nej strony nie jest „kliszowaniem” świata, a z drugiej strony nie może być samowolna.

4. Twórczość artysty ma służyć bytowi. Co przez to rozumiemy?  Można odpowiedzieć tak: służba bytowi polega u artysty na stworzeniu nowych form rzeczy, przez formę pojmujemy tu wszystko to, co może być zmysłowo ujęte: kształty i linie, plamy i kolor, budowę i funkcje, działanie i ruch – jednym słowem to wszystko, w czym ujawnia się zmysłom świat. Zada­niem artysty jest stworzenie formy, albowiem w rzeczywistości zewnętrznej jest ona jakoby przysłonięta, zakryta, niedoskonała i artysta czuje się powołany wywieść ją na światło z głębin bytu. Dla niego istota rzeczy ujawnia się w zmysłowo dostrze­galnych formach, on jest po to, by ową istotę pokazać. Na tym polega jego służba bytowi. Nie tak jak uczony poprzez pojęcia i teorie, lecz zmysłowo, przez kontakt z tym co widzi, słyszy, czuje. Artysta jest urzeczony formą, przez formę opanowuje rzeczy, poprzez formę je upraszcza, porządkuje, wlewa w nie poezję i czar.  

5. O ile artysta ujmuje istotę rzeczywistości, dzięki temu ujęciu wyraża się również on sam. Podobnie nieteoretycznie, jak na przykład psycholog analizujący swoją jaźń, lecz żywotnie i sponta­nicznie. Jeżeli artysta odnalazł odległe drapania głębin rzeczywistości, tym samym odnalazł samego siebie w tajnikach swojego istnienia. Spotkanie się więc z rzeczywistością, o jakim tu mowa, nie jest jedynie „natknięciem się” na przedmioty świata. Przez spotkanie budzi się coś w artyście, przedmiot brzmi i wywołuje w nim coraz odleglejsze echa. Przecież czło­wieka można określić jako byt, który jest zdolny swoim istnie­niem odpowiedzieć na istnienie zewnętrznego świata i dzięki temu realizować się sam jako człowiek. Zwierzę nie ma możliwości „spotkania się”, ono może jedynie coś „napotkać”. Im człowiek jest bardziej znamienny, tym ma większą, mocniejszą, bogatszą, głębszą i doskonalszą zdolność spotkania się i odpowiedzi, a przez to „wejścia w siebie samego”… U  artysty ta możliwość posiada szczególną siłę.  Nie widzi on rzeczy tak jak dla nas są, lecz przez perspektywę formy, czyli widzi je tak jak one prawdziwie są.

6. Wyzwolenie się w artyście twórczej siły może mieć różne przyczyny. Interes artysty idzie czasem w kierunku szukania w przedmiocie, na przykład proporcjonalności. Tak było najczęściej w sztuce antycznej. Czasem w kierunku szukania światła i koloru, jak było u impresjonistów. Niektórzy artyści szukali architek­tury grupy, jak na przykład Andrea del Sarto, inni siły przemian, pomyślmy o freskach Michała Anioła. Szczytowa sztuka Egiptu chciała przedstawić to, co w wielości przemieniającego się świata jest stałe, stąd uparte powracanie do tematu nieśmiertelnego wład­cy. Artyści nowszych czasów będą przykuci tym, co indywidualne i charakterystyczne, wymieńmy wielkiego Rembrandta. Do pierwszej wojny światowej sztuka szukała samych przedmiotów natury, po niej rozpoczyna szukać form elementarnych, leżących u podstaw przedmiotów. Powstaje to, co dziś nazywamy sztuką abstr­akcyjną.

7. Różne są też drogi samego kształtowania. Dotykamy tu niez­miernie interesującego rozdziału psychologii i biografii, mianowicie rodzenie się dzieła sztuki w samym artyście i przelewanie go w sam materiał. I tak, byli artyści, u których pierwsze wrażenie ze spotkania się ze światem  przemieniało się od razu w gotowe dzieło. Genialne rysunki [Honoré] Daumiera noszą wyraźnie to piętno. Inni po spotkaniu się ulegali długiemu procesowi wewnętrznego kształtowania. Dzieło wzrastało w nich powoli, faza po fazie, poprzez elementy dawniej doznanych przeżyć, poprzez motywy uprzednio stworzonych dzieł. Tak było u Hansa von Maréesa. To, co jednym pomaga, przeszkadza dru­gim. Każdy posiada swoją tajemnicę, odmiennie wyzwala się w nim twórcza inicjatywa. Balzakowi będzie pomagała czarna kawa, Sienkiewiczowi nadgniłe jabłka, Hugo Wolfowi mordercze przyzwyczajenie polegające na czytaniu przed udaniem się na spoczynek poematu, by rano mieć gotową jego postać muzyczną

III. CAŁOŚĆ BYTU

8. Prawdziwe dzieło sztuki istnieje zupełnie inaczej niż jakikolwiek przedmiot czy wydarzenie świata zewnętrznego. Ono nie jest wycinkiem rzeczywistości, lecz jest całością. Weźmy pod uwagę na przykład krzesło. Pozostaje ono jako przedmiot w różnorakim stosunku do otaczających go innych przedmiotów, stołu, szafy, biurka  itp., stanowi z nimi całość. Krzesło jako przedmiot użytkowy, jako narządzie, nie jest nigdy w pełni obecne. Jest „krzesłem” wówczas, gdy się na nim siedzi, ale wtedy staje się samą funkcją służenia-do-siedzenia. Jako narzędzie jest wykonane dla oznaczonego celu i potrzebuje uobecnienia. Jeżeli owo krzesło będziemy chcieli sfotografować, ujawni się w fotografii jego fragmentaryczny charakter. Przypominamy sobie, że zwracał na to uwagę już  Henri Bergson. Lecz jeśli to samo krzesło widział Van Gogh, w wykonanym przez niego obrazie uzyskało ono całkowicie nową postać: stało się środkiem gromadzącym koło siebie wszystkie inne przedmioty, a samo w swej konstrukcji stało się doskonałym i samowystarczalnym światem.  Nie potrzebuje nigdy uobecnienia, jest bo­wiem nieodmiennie obecne.

9. W dziele sztuki daje się wyczuć coś, czego nie można odnaleźć w rzeczywistości świata: zaprzeczenie fragmentaryczności istnienia. My sami przecież jesteśmy nikłą cząstką nieograniczonej całości  bytu. Nasze życie jest ustawicznym przechodzeniem od fragmentu do fragmentu. Nigdy nie jest nam dane wniknięcie we wszystko co jest. W formowaniu artystycznym dokonuje się niespotykana gdzie indziej metamorfoza „kawałka” w całość. Przez dzieło sztuki zostaje uobecniona jedność istnienia i: całość przedmiotu, natury, ludzkiego życia i historii. Oczywiście nie dokonuje się to przez proste nagromadzenie wielu przedmiotów na kawałek płótna. Jakiś potężnych  rozmiarów  obraz, na którym byłoby wszystko: zwierzęta, rośliny, ludzie, cała historia człowieka i świata, tej pełności miał nie będzie. Przeciwnie ubogie krzesło Van Gogha poprzez metamor­fozę artystycznej formy ją uzyskuje. Bowiem nie idzie o „co” obrazu, lecz o jego „jak”.

10. W ten sposób w dziełach sztuki staje przed nami świat, miewa on różny charakter, lecz jego ostateczna istota jako uobecniona całość bytu jest we wszystkich dziełach sztuki taka sana. „Świat” muzyczny jest inny niż „świat”: malarski, architektury, czy „świat” odsłaniający się w dziele literackim. W symfonii dany jest ton muzyczny przewijający się poprzez uciekający czas. Jedność tego „świata” polega na przezwyciężaniu fragmentaryczności przemijania dzięki powiązaniu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jednym tematem muzycznym. Ustawiczne powroty tych samych motywów mają na celu właśnie to spięcie rozsypującej się rzeczywistości czasowego trwania. Jednością malowidła są kształty, linie, plamy i farby. Jednością katedry jest przestrzeń i masa. Jednością dzieła literackiego jest przedstawiony w nim czas i przestrzeń spięte przedstawionymi wydarzeniami. I tu jest swój „świat”, nierzeczywisty wprawdzie, bo przecież przedstawiony na paru stronach okres trwania kilku lat nie ma nic wspólnego z czasem realnym, ale właśnie dzięki artystycznemu przedsta­wieniu mający w sobie doskonałą jedność. Dziedziny sztuki są różnorodne i mają różnorodne środki wyrazu, lecz u dna wszyst­kiego dążą do tego samego: do ujęcia jedności świata i człowie­ka, a przez to jedności bytu jako takiego, do pokazania nam tego, czego w żaden sposób nie jesteśmy w stanie ogarnąć w realnym trwaniu.

IV. SENS I CEL

11. Do istoty dzieła sztuki należy również to, że chociaż ma sens, nie ma jednak żadnego celu. Dzieło niczemu nie służy, ani potrzebie technicznej, ani ekonomicznej korzyści, ani pedagogicznemu ulepszaniu. Wszystko zamyka się w nim samym, w tym, że  jest. Nic nie „zamierza”, lecz jedynie coś znaczy, niczego nie „chce”, lecz jedynie istnieje. Dobrze jest zdać sobie sprawę, że osąd estetyczny nie jest ani osądem moralnym, ani patriotycznym, lecz przede wszystkim osądem egzystencjalnym. Dzieło sztuki nie ma nic do czynienia z wszelkimi ideologiami. Oczy­wiście może ono być osądzane od strony wartości religijnych, moralnych czy patriotycznych, lecz wówczas nie jest to osąd estetyczny. Dzieła Adama Mickiewicza nie dlatego są wielką sztuką, że służą sprawom patriotycznym, lecz dlatego dźwigały pokolenia, ponieważ są wielką sztuką.

12. Naturalnie dość często dzieło spełnia rolę służenia. Budowla jest dlatego, by w niej mieszkali ludzie, kościół, aby dokonywały się obrzędy religijne, pomnik, by przypominał życie tych co odeszli. Ale budowla spełnia praktyczne żądania potrzeb ludzkich nawet wtedy, gdy nie jest piękna, a pomnik przypomina umarłych książąt również wówczas, gdy nie ma wartości artystycz­nych. W dziedzinie dzieła sztuki dochodzi do nałożenia się różnych sensów, tak jak to ma często miejsce także gdzie indziej, na przykład w nauce. Nauka jest metodycznie przeprowadzanym poznaniem i sama w sobie nie ma innego celu jak szukanie prawdy dla niej samej. Lecz przecież ustawicznie są wykorzystywane jej zdobycze również dla innych, celów, tak powstaje technika. Pomimo jednak całej służby celom praktycznym, gdy się raz pojęło co to jest prawda, nie pozostaje do dys­kusji, że istotny cel ma ona sama w sobie. Podobnie jest i ze sztuką. W konkretnym dziele może dojść do przemieszania się wartości czysto estetycznych, formalnych, z praktyczną użytkowością. W tym rzecz, by nie pomylić perspektyw: fundamentalną sensownością dzieła sztuki jest ono samo w sobie, a przez przypadkową użytkowność nic się w nim jako w dziele sztuki nie zmienia.

13. Jeżeli tak ustawi się rzecz, pozostaje tym bardziej zagadnieniem pierwszorzędnej wagi trafna odpowiedź na pyta­nie, jakie jest dla nas znaczenie dzieła sztuki jako dzieła sztuki. Zauważyliśmy powyżej, że artysta patrząc i tworząc ujawnia tym samym istotę odtwarzanego przedmiotu. Zwróciliśmy uwagę, że w tworzeniu odsłania się także jego wewnętrzna istotność. Odsłonięcie rzeczywistości i człowieka dokonuje się nie tylko naraz, ale jedno w drugim: w czuciu żywego człowie­ka rzecz uzyskuje pełnię sensu, a w dotarciu do jądra rzeczy człowiek dochodzi do uświadomienia i rozwinięcia samego siebie. Przez zespolenie tych dwóch pierwiastków rozbrzmiewa w dziele całość bytu a odtwarzana część staje się symbolem pełni.

14. W dziele sztuki dokonuje się przelanie formy na rzeczy­wistą materię: farbę, kamień, ton, masę. Poprzez rzeczywistość materii uzyskuje ono istnienie obiektywne. To, co zostaje w dzieło sztuki wcielone, może stać się przez drugiego człowieka zrozumiane, przeżyte i doświadczone. Artysta przez formo­wanie w materiale daje swoją sztukę pokoleniom. Jest artystą jedynie za cenę tego uobecnienia, warunku sine qua non samego dzieła. Dzieło sztuki jest więc obiektywne, lecz obiektywnością nadaną mu w akcie tworzenia. Dlatego nie należy do świata natury. Stanowi „drugi świat” wynikły ze spotkania się człowieka z naturą.

15. Każde dzieło sztuki godne tej nazwy jest ,,pełne świata”. Owa pełnia posiada swój wymiar, swoją przestrzeń, do której można wejść, patrząc, słuchając, poruszając się w niej. Przestrzeń ta jest inaczej zbudowana niż w codziennej rzeczywistości. Jest ona nie tylko piękniejsza, głębsza, żywsza, lecz posiada także specjalną jej właściwość: otwiera człowieka i rzecz. Albowiem w przestrzeni bytu rzeczywistego, w tym co nazy­wamy codziennością byty są niejako w sobie zawiązane, prze­słonięte i zakryte. „Teraz widzimy jakoby w zwierciadle i przez zasłonę”. To, co możemy wiedzieć o sobie samych, o ota­czającym nas świecie i o bliskich nam w człowieczeństwie, ukazuje w ostatecznym rozrachunku jedynie ich tajemnicę. O monadach mrocznych i bez okien pisał już Leibniz. I na tym zasadza się najgłębsze posłannictwo artysty. Jego oczy praw­dziwie widzące posiadają moc ukazania pełni jestestwa. Dzieje się tak, że zawikłane wnętrze rzeczy jest w dziele sztuki „poza” wnętrzem – może stać się radością naszych oczu. Przez owo przejście, jakiego dokonał artysta, tajemniczość, obcość, fragmentaryczność bytu uzyskuje jedność, bliskość i pełnię. A my, którzyśmy umieli wejść w ów „drugi świat”, możemy żyć w prawdziwej bliskości ludziom i stworzeniu.

16. Dzieło sztuki wymaga od nas wysiłku. Wniknięcie w niego, wejście w jego świat domaga się wiele. Doświadczenie estetyczne nie polega na przyjemności i samozadowoleniu. Jak powiedzieliśmy wyżej, otwiera ono przed nami nową przestrzeń,  w którą trzeba umieć wejść, by oddychać jej atmosferą obcując z otwar­tymi na nasze spotkanie bytami. A wniknięcie to dokonuje się przez kontemplację.

17.  Zdolność kontemplacji jest nieodzownym warunkiem zrozu­mienia działa sztuki. Dziś staliśmy się ludźmi czynu, jak mówimy aktywistami i jesteśmy z tego dumni. W istocie rzeczy zatraciliśmy zdolność ciszy, wejścia w te warstwy naszego ist­nienia, gdzie się jest w zgodzie z samym sobą. Dlatego to pomimo tylu gadań o sztuce tak mało ma do niej prawdziwy sto­sunek. Ludzie dziś znają najczęściej nazwiska malarzy, style i techniki, są oczytani w historii sztuki. Jakże często historia sztuki mija się ze sztuką samą… Albowiem stosunek do dzieła sztuki nie polega ani na otrzaskaniu się z datami, ani tym mniej na szukaniu  przyjemności czy zaspokojenia, lecz na wewnętrznym uciszeniu, wejściu  w siebie i poprzez swoje war­tości wejściu w nową przestrzeń „drugiego świata”. I dzieje się zawsze tak, że kontemplując dzieło sztuki doświadczamy również swojej wewnętrznej przemiany. Jak artysta tworząc odsłaniał swoją istotę, tak kontemplujący patrząc, staje się samemu sobie bliższy.

V. WARTOŚĆ ETYCZNA

18. Dawna estetyka uczyła, że widz wchodząc w dzieło sztuki doświadcza „katharsis”, to jest oczyszczenia. Przeżywając tragedię, łącząc się z losami bohaterów, współcierpiąc razem z nimi, człowiek zostaje sam wewnętrznie rozświetlony i staje się zdolnym rozpocząć nowe życie. To, co Arystoteles mówił o dramacie, można odnieść do każdego innego dzieła sztuki. W „katharsis” Greków zakorzenione są wartości etyczne dzieła sztuki. Każde dzieło godne tego imienia ujmuje wnętrze widza, dokonuje w nim jedynego poruszenia, oczyszcza je, uporządkowuje i rozświeca. Może to dokonać się przez przedstawioną treść, jeżeli jest ona wielką, wzniosłą i podnoszącą na duchu. Lecz istotne działanie dzieła sztuki nie polega na przedstawionej treści, boć ona jest dziełu drugorzędna, lecz na samym ukształ­towaniu jako takim, na samej artystycznej formie, dzieło sztuki działa obyczajnie w pierwszym rzędzie przez „jak” a nie przez „co”. A działanie to jest tym większe, im wspanialszy, czystszy i autentyczniejszy był przebieg samego tworzenia. Brak artys­tycznie jednolitej formy jest u artysty znakiem braku ducha, a to, co ubogie duchowo, nie może nas działać oczyszczająco.

19. Jesteśmy in statu viae, w stawaniu się, w dochodzeniu ku temu, co ma być wypełnieniem   naszej godności, w osiąganiu ży­ciowego zadania wyznaczonego każdemu z nas przez jego uzdolnienia i zrządzenia losu. Jesteśmy w dążeniu do własnego obrazu. I gdy napotykamy dzieło sztuki, w prawdzie i jasności, wówczas ono działa (bo tylko dzieło może działać par  excellence), na naszą wewnętrzną gotowość kształtowania swojego obrazu, a jego pełnia jest nadzieją naszego wypełnienia. Stąd pochodzi owa szczególna ufność, jakie dzieło sztuki udziela człowiekowi wrażliwemu. Nie ma ona nic wspólnego z intelektualnym pouczeniem.  „Katharsis” dzieła dokonuje się bowiem bezpośrednio przez to, co nazywamy pięknem. 

20. Cóż to jest piękno? Zdajemy sobie sprawę, że usiłowanie dania wyczerpującej odpowiedzi jest z góry skazane na niepo­wodzenie. Albowiem odpowiedzieć, co to jest piękno, znaczy wyjaśnić, co to jest prawda, a może więcej, jest ono ostatecznym dopełnieniem, które prawda i dobro zakłada. Piękna nie można pojmować jako jakiegoś „udekorowania” dzieła na samym końcu, gdy wszystko jest już wykonane, tak jak dekoruje się na przykład imieninowy tort. Ono zakorzenia się we wnętrzu dzieła, jest jak zaczyn. Forma germinalis – jakby powiedział Étienne Gilson. Zaródź dokoła której wszystko wzrasta. Piękno jest pierwszym i ostatnim elementem dzieła – jeżeli tu można mówić o elemencie – tym, co zakiełkowało najprędzej i co najpóźniej uzyskało wypełnienie. Filozofia średniowieczna uczyła, że jest „blaskiem prawdy”. Przez to nie chciano je sprowadzić do wartości intelektualnych, lecz chciano wskazać, że ono jest znakiem wewnętrznej pełni. Tak jak słońce może rzucać blask, ponieważ jest prawdziwie jasnością, tak piękno może świecić, ponieważ dzieło jest prawdziwie dziełem. Piękno jest odblaskiem jego prawdy. Jest więc odsłonięciem całej istotności rzeczy i człowieka, otwarciem przedmiotu, dokonanym w pełni artystycznej formy. Piękne dzieło sztuki to takie, w którym nic nie jest materiałem, w którym wszystko zostało zawładnięte przez artystyczną formę aż do ostatniego włókna.

VI. STOSUNEK DO RZECZYWISTOŚCI

21. Do istoty dzieła sztuki należy w końcu i to, że ono stoi poza obiektywnie istniejącą rzeczywistością. To może wydawać się nieprawdopodobnym i w istocie rzeczy należy do pasjonujących problemów filozoficznych, lecz jakoś tak jest. Co w dziele sztuki jest rzeczywistym?  Farby, tony, materiał budowli – to wszystko nie jest jednak dziełem sztuki. Jego szczegółowość znajduje się z zakresie przedstawienia a nie zakresie rzeczywistości. Oczywiście, przedstawienie jest zobiektywizowane w materiale, lecz estetycznie istnieje w nim tylko wtedy, gdy jest przez kogoś ujmowane. Przez takie postawienie sprawy nie chcemy twierdzić, że jedynie materiał jest rzeczywisty. Rzeczywistym jest także duch, który dzieło stworzył, owszem, rzeczywisty w wyższym stopniu. Akt poznania jest bardziej rzeczywistym niż kryształ czy drzewo. Lecz nie jest rzeczywistym jego treść, treść aktu poznania, to co poznając mam wewnętrznie przed sobą. To jest przedstawione, pomyślane, nie jest jednak rzeczywiste. Podobnie ma się sprawa z dziełami sztuki. Ich szczególność, to przez co są dziełami nie jest rzeczywista, nie, ponieważ jest duchowa, lecz, ponieważ w swej treści jest przedstawieniem. Co jest rzeczywiste na przykład we fryzie ateńskim Partenonu, przedstawiającego pochód z darami na święto Pan-Ateny? Ka­mień, w którym jest on wykuty, lecz nie przedstawienie. Dzieło jako dzieło było najprzód w wizji artystycznej twórcy a teraz jest w czynnościach duchowych człowieka, który je kontempluje. Na pytanie, gdzie ono jest, gdy artysta umrze i gdy nikt na nie będzie patrzał, trzeba odpowiedzieć, że w ogóle nie istnieje, lub, że jest jedynie w sferze możliwości, kamienie Partenonu są w ściśle oznaczonym miejsca, lecz nie samo dzieło.

22. Rzeczywistymi w dziele sztuki są więc plamy i masy, farby i materiał, tony z ich harmonijnymi prawami. To wszystko ma jednak jedynie charakter jakoby wskazówki, poprzez którą ukazuje artysta widzowi to, co zamyślał. Owo „to”, samo dzieło znajduje się w nierzeczywistej przestrzeni, w „drugim świecie”, który osiadający człowiek usiłuje w swym przedstawieniu odtworzyć.

VII. PRZYRZECZENIE

23. Istnieje jeszcze jedno działanie dzieła sztuki, któremu chcemy poświęcić na końcu kilka słów. Wypływa ono z tęskno­ty za bytem doskonałym, którego nie ma, a o którym pomimo wszystkich złudzeń stale myślimy i jesteśmy przekona­ni, że musi nadejść, wówczas, gdy byt ukaże nam pełnię prawdy, gdy rzeczy staną w otwartości serca a serce w otwartości rzeczy, gdy zostanie zdjęta zasłona, poznamy rzeczywistość tak jak jest. Drzewo na obrazie nie istnieje tak jak drzewo na polu. Ono w ogóle nie jest „tu”, lecz może być oglądane, czute i wypełnione istnieniem w przestrzeni przedstawionej. Uformo­wał je malarz. Drzewo na obrazie nie jest jednak w swej rzeczywistości zamknięte. W całej nierealności przedstawienia stanowi ono przyrzeczenie, że świat doskonały, który powinien istnieć, gdyby to było mu w pełni dane, stanie się kiedyś światem rzeczywistym. Sztuka rzuca pomost w to, co ma nadejść. Nie jest zdolna powiedzieć nam, jaka będzie nowa rzeczywistość nowego świata, lecz daje nam pełną tajemnic rękojmię, że będzie.

24. Objawienie mówi o powstaniu nowego świata po zniszczeniu i po sądzie. Nie może on powstać mocą świata teraźniejszego, albowiem ten zostaje nieodmiennie zapieczętowany w sobie, jak to dobitnie podkreśla początek Janowej Ewangelii. My wiemy, że rzeczy nie są takimi jakimi być powinny, lecz nie mamy możliwości ani przez naukę ani przez technikę wywieźć je ku pełni. Poszukujemy wypeł­nienia niestrudzenie poprzez pracę i wysiłek, poprzez walkę i bojowanie, i wiemy, że nigdy o własnych siłach nie będziemy takimi, jakimi być powinniśmy. Prawdziwa przyszłość musi nadejść, musi stać się darem Bożym, jako „nowa ziemia” i „nowe niebo” wespół z „nowym człowiekiem” uformowanym na podobieństwo Chrystusa Pana. Wówczas zostanie otwarta istota bytu, rzeczy staną się bliskie nam a my bliscy rzeczom. Tego szuka, o tym mówi sztuka – często nie wiedząc, że mówi.

25. We wszystkim ujawnia się jej religijny charakter. Nie pochodzi to z bezpośrednio religijnej treści poszczególnych dzieł.  Naturalnie są i takie i byłoby wiele do powiedzenia, co to znaczy, gdy jakieś religijne posłannictwo jest głoszone nie słowami, lecz milczeniem artystycznej formy. Tu idzie jednak o coś innego. O ten religijny charakter leżący w samej strukturze dzieła jako dzieła, a wyrażający się w rzuceniu pomostu w przyszłość, we wskazaniu na to, co ma nadejść, na rozbudzeniu w nas tęsknoty za pełnią, tą pełnią, która nie może być osiągnięta siłami samej natury. Możemy powiedzieć: każde dzieło sztuki jest przez swą istotę „eschatologiczne”. Podobnie też każdy prawdziwy stosunek do dzieła sztuki ma w sobie coś z religijnego charakteru. Prze­prowadzone tu rozważania starały się pokazać, że słuszny stosunek do dzieła nie polega na „przyjemności”, lecz na otwarciu się i wyjściu na spotkanie bytu. A wyjście ku temu, co jedynie jest, wyzwala nas i oczyszcza nasze jest, i każe nam ufać, że dojdziemy do Boga, który z gorejącego krzaku powiedział Mojżeszowi swoje imię: „Jam jest, który jest”.

Józef SADZIK

Monachium, 16 II 1961

1 W schemacie rozważań oparliśmy się na studium: Romano Guardini, Über das Wesen des Kunstwerks, Tübingen 1959.

Józef Sadzik (1933-1980) – pallotyn, edytor, estetyk, założyciel ośrodka odczytowo-dyskusyjnego Centre du Dialogue w Paryżu, przyjaciel artystów i mecenas wielu artystycznych przedsięwzięć, autor prekursorskiej Estetyki Martina Heideggera oraz rozproszonych po różnych książkach i czasopismach artykułów. Tekst pochodzi z maszynopisu.

81
-2-5.jpg (69675 Byte)

Na ilustracji:

Pierwsza
i zarazem
tytułowa strona
tekstu
Sadzika,
poprzedzająca
maszynopis

(1961)

© Archiwum "R"

© Recogito, Rafaliga