.




Spis treści

Kościół wczoraj i dziś  
"Byłem w więzieniu..."
Paryskie obserwatorium
 
Co? Gdzie? Jak?

Galeria Recogito (12)
  "Jestem za autoironią"

Archiwum

E-mail

www.recogito.l.pl

Recogito@
www.recogito.l.pl



EDYTORIAL

Miliony wygrane na loterii, potężne budowle, nęcące swym przepychem pałace lub, wcale nierzadko, wznoszone na populistyczną modłę świątynie i jeszcze wiele innych rzeczy; rzeczy wzbudzających podziw, budzących zazdrość, utożsamianych z życiowym sukcesem czy awansem społecznym. Kto nie pragnie takich sukcesów? Kto nie chciałby być najlepszy, wielki, bogaty, podziwiany czy szanowany? Czy rzeczywiście łatwo znaleźć kogoś, komu nie zależy na sławie, pieniądzach, uznaniu czy własnej karierze?
Jeżeli spojrzymy z pozycji – jak to się dzisiaj chętnie mówi – lidera albo człowieka sukcesu, istotnie o to należy zabiegać! Hierarchia wartości, jaka obowiązuje w większości środowisk, tak właśnie się przedstawia. Kto się z niej wyłamuje lub nie chce jej podporządkować, uchodzi w najlepszym wypadku za ekscentryka, dziwaka, a najczęściej za nieudacznika, człowieka marginesu.
Gdy Jezus, zaproszony do suto zastawionego stołu, zamiast głosić peany na cześć gospodarza zajął się zwykłą prostytutką, gdy dostrzegł siedzącego na drzewie Zacheusza, gdy kazał zaprosić na ucztę przypadkowych ludzi a zapytany o prawdziwą wielkość, polecił naśladować dziecko i w dodatku powtarzał wielokrotnie, że nie należy kierować się jedynie osobistymi ambicjami, że nie pierwszym lepiej być, lecz ostatnim – musiał zaiste wydawać się szaleńcem albo, jak twierdzili niektórzy, człowiekiem opętanym przez diabła.
Niezwykle często Jezus odżegnywał się od idei, jakie głosili perusim czy hasidim, czyli faryzeusze i hassydyjczycy. Nie ukrywał się pod ideą walki o wyzwolenie ani pod maską sprawiedliwości. Co więcej, otwarcie występował przeciwko jarzmu nieludzkiego prawa i przestrzegał – również swoich uczniów – przed wszelkiego typu pogardą, poczuciem wyższości, postawą legalistyczną. 
Gdy Jezus mówi, by strzec się „uczonych w Piśmie”, gdy ostrzega przed tymi, którzy „z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku”, zajmują „pierwsze krzesła” w świątyniach i „zaszczytne miejsca na ucztach”, gdy piętnuje tych, którzy „dla pozoru odprawiają długie modły”, chce pokazać, iż nie tędy prowadzi droga do Boga. Przestrzega przed życiem w zafałszowaniu, świecie walki o wpływy, pozornych wartości. Idzie jeszcze dalej.
Ujrzawszy kiedyś kobietę wrzucającą do skarbony jeden grosz, rzekł do swoich uczniów: „Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich”. Albowiem wrzuciła wszystko co miała, bogaci zaś – mimo że wrzucali niemało – dawali z tego, co im zbywało.
Scena ukazana w Ewangelii także i dzisiaj skłania do zastanowienia. Bynajmniej nie przestała być aktualna. I nie jest jedynie biblijną parabolą. Jest dowodem, jak wnikliwa i zarazem sprawiedliwa jest Boża ocena sytuacji. Chociaż Chrystus nie musi stawać przed kościelną skarboną czy patrzeć, kto jakie zajmuje miejsce. 
Najistotniejsze w gruncie rzeczy jest to, jak wygląda nasze spojrzenie, jakie motywy nami kierują, ile naprawdę potrafimy z siebie dać – z siebie i od siebie! Niekiedy mogłoby się wydawać, że nic nie pojęliśmy z Bożej nauki i zachowujemy się tak, jakbyśmy żyć mieli wiecznie a przecież jutro, pojutrze, za czas jakiś nikt i nic nie będzie się liczyć, tylko ten „jeden grosz”, jeden jedyny grosz, który być może znaczył tak mało a znaczyć mógł wiele.
Chrześcijaństwo nie jest religią spektakularnych sukcesów. Gdyby nią było, Jezus nie rodziłby się w stajni i nie umierał na krzyżu. Nie jest odmianą wolnorynkowej konkurencji ani pokazem siły. Gdyby tak było, niedawno beatyfikowana Matka Teresa nie szłaby do nędzarzy a obecny Papież dawno by abdykował. Nie zależy też od naszych ambicji ani naszych sądów i ocen. Ani tym bardziej naszej zasobności i pozycji.
Być może warto w Czasie Adwentu i Bożego Narodzenia o tym pomyśleć! Warto się zastanowić: Kim naprawdę jesteśmy? Kim być chcemy? W co wierzymy i kogo wyznajemy?
W święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok niech  Pan Bóg nam błogosławi i pomoże zrozumieć, czym jest nasza wiara.

Marek WITTBROT
redaktor

 

 

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Michael Wittbrot

recogito@firemail.de