Spis treści


EDYTORIAL

Pisać o śmierci lub o narodzinach, to znaczy pisać o bliskich osobach. Przecież żaden śmiertelnik, który został śmiercią doświadczony, nie może o tym nic powiedzieć, zaś faktu urodzenia zwyczajnie nikt nie pamięta. I gdyby nie miłość – to, iż inne osoby są nam tak bliskie, że aż potrzebne, to o śmierci nie moglibyśmy nic powiedzieć, jak również o radości z narodzin. Wyobraźmy sobie osobę, która nigdy nie potrafiła i nie potrafi kochać. Czy wówczas z jej słownika należałoby wykreślić słowa: narodziny i śmierć? Z narodzinami jest łatwiej. Każdy dzień po nich przypomina nam, że one były – być musiały. Ze śmiercią jest trudniej. A właściwie zawsze z nią były kłopoty.
O istnieniu śmierci możemy wiedzieć tylko poprzez istnienie miłości. Gdyby nie było miłości, nie byłoby i śmierci. Stałaby się równoznaczna z brakiem obecności, ze sprawdzoną frekwencją, minusem zaznaczonym na liście. Dlatego epistemologicznie istotę śmierci zauważamy nie inaczej, jak tylko poprzez miłość. W podobny sposób potrafimy czuć cierpienie, kiedy najbliższa nam osoba przeżywa straszliwy ból kręgosłupa (powiedzmy) lub złamie sobie nogę, lub rękę.
Chrystus po zmartwychwstaniu ukazał się kobietom. To one zostały do końca przy krzyżu, mężczyźni przecież uciekli – z wyjątkiem Jana, ale on był młody, zatem nie miał jeszcze nic do stracenia. Kobiety widziały śmierć, poznały ją, toteż łatwiej mogły zobaczyć życie, bez większych dowodów, ławicy ryb, wkładania brudnych palców  w rany.
Patrzę na wiersze miłosne, z każdym rokiem jest ich więcej i więcej, i na wiersze napisane dla zmarłych żon. I niestety... Miłości i śmierci w nich nie ma. Nie ma w nich nawet żon poetów. A jakże są ważne powiązania pomiędzy życiem a miłością, słowem „miłość” a tym, co się robi w miłości.
Ryszard Krynicki w ostatnim zbiorze wierszy pod tytułem „Kamień, szron” wyjaśnił ową zależność w sposób bardzo piękny i krótki, w dziesięciu słowach:
 

Nie wszystko robię z miłości do ciebie.
Kocham cię

cokolwiek robię.


(Ryszard Krynicki "Kamień, szron", s. 37)
 

Nie znaczy to, że miłość jest jakimś motorem, mortiskopem, narzędziem patrzenia. Ona jest nieodłączna w poznawaniu, pewnym chodzeniu po świecie. Bez niej oglądalibyśmy świat, jak przez szybę w oknie. Samochody stałyby się podobne do zabawek na stole, a wypadek drogowy nie różniłby się znacznie od przewróconych figur. I takie byłoby życie. I śmierć taka...

Cezary DOBIES
poeta

Na zdjęciu:
Cezary Dobies
Fot. Michael Wittbrot

 
 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@lycos.de

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.l.pl

 

© Recogito, Rafaliga