Spis treści


EDYTORIAL

Od dawien dawna przepowiednie, mówiące o końcu czasu, cieszą się niemałym powodzeniem. Nie brakuje również apokaliptycznych wizji zagłady. W starobabilońskim „Poemacie o Gilgameszu” czytamy o mającym nadejść potopie. Staroindyjska „Bhagavadgita” zapowiada upadek człowieka i chaos, jaki zapanuje na ziemi. Opowieści o Graalu roją się od złowieszczych proroctw i niestworzonych historii. Znamy, a przynajmniej niekiedy stykamy się z różnego rodzaju eposami mówiącymi o tym, co nas czeka – tak przed, jak i po końcu świata. Wystarczy przywołać teozoficzne rozprawy Trentowskiego czy sięgnąć po utwory Tadeusza Micińskiego, albo też powołać się na teorie Kosmicznej Kwantowej Metamorfozy i Wielkiego Kolapsu, czyli czekającego nas potężnego, niszczącego wybuchu, żeby przekonać siebie albo innych, że koniec jest blisko.
Nierzadko, sięgając po apokaliptyczne teksty ze Starego i Nowego Testamentu, traktujemy je podobnie jak magiczne albo teozoficzne przepowiednie, czy też jak starożytne albo średniowieczne legendy. Tymczasem Biblia to nie sennik, księga wróżb czy zbiór tajemnych nauk. To Dobra Nowina, Słowo Boga, żywe i wciąż aktualne przesłanie – skierowane do człowieka, żeby nie zapominał, iż przemija postać tego świata. Nie można, nie należy rozpatrywać boskich i ludzkich spraw zawężając sobie horyzont, ograniczając się do doczesności czy doraźnych zapotrzebowań, a rezygnując z tego, co zmusza do żmudnych poszukiwań, zazwyczaj domaga się uwagi, cierpliwości, a nawet poświęcenia.
Poprzez swoją księgę (Dn  12, 1-3) przemówił do nas żydowski mędrzec, człowiek cudem ocalony. Daniel, uprowadzony niegdyś przez Nabuchodonozora do Babilonu, należał obok Noego i Hioba do najbardziej prawych ludzi w dziejach swojego narodu. To on rozstrzygał spór dotyczący Zuzanny i starców. Jego pseudoprorockie, czyli po fakcie powstałe przepowiednie, są nade wszystko przestrogą dla tych, którzy rządzą niesprawiedliwie. Pan Bóg objawia się w historii. Nie jest ani obojętnym widzem, ani niemym świadkiem. Nie raz ingeruje, bierze w obronę słabych, prześladowanych czy wykluczonych, pozbawionych wszelkich praw i odartych z godności.
Ucisk, „jakiego nie było”, klęski głodu, różnego rodzaju katastrofy często bywają zawinione, prowadzi bowiem do nich ludzka krótkowzroczność, pycha, chciwość, zazdrość, brak umiaru czy lenistwo. Co więcej, gdy dochodzi do nieszczęścia, nadal nie potrafimy dostrzec jego przyczyn, a tym bardziej swojej winy, lecz chętnie odwołujemy się do ciemnych sił albo niewytłumaczalnych zjawisk. I gorszymy się nie tym, czym należałoby się gorszyć, lecz tym, co niszczy schematy, nie odpowiada naszym przekonaniom, zagraża naszej małej stabilizacji. Nierzadko stajemy po stronie prześladowców, a nie prześladowanych. Nierzadko odrzucamy prawdziwe wartości i nobilitujemy wątpliwe autorytety. Nie łatwo bowiem opowiedzieć się po stronie rozsądku, umiaru, powściągliwości, a zrezygnować z różnorakich przywilejów i korzyści – z tej przewagi, jaką daje nam nie rozum, lecz przebiegłość czy podstęp.
René Girard, jeden ze współczesnych francuskich entologów, zwrócił uwagę na takie groźne zjawiska, jak uniformizacja życia, mechanizacja zachowań, zanik wyższych potrzeb i niwelacja różnic, a w konsekwencji unicestwienie kultury, również religijnej. Jesteśmy zdolni do ekstatycznych porywów, ale nie do prawdziwej ofiary. Lubimy powoływać się na wyższe racje, a nie przestrzegamy podstawowych ludzkich zasad. „Prawdziwym przewodnikiem ludzkości nie jest oderwany od życia rozum, lecz rytuał. Powtarzanie go niezliczoną ilość razy z wolna kształtuje instytucje, które później ludzie potraktują jak gdyby powstały ex nihilo” – pisze Girard. Swoista racjonalizacja, zawłaszczająca nami, stopień po stopniu, krok po kroku postępująca funkcjonalizacja czy wszechobecna rytualizacja zastępuje autentyczne relacje i normalne międzyludzkie kontakty.
Jezus wyrzucający kupców ze świątyni, stawiający za przykład ubogą wdowę, stający w obronie Marii Magdaleny, spierający się ze specjalistami od paragrafów, demaskujący pozory pobożności – to w gruncie rzeczy sprzeciw wobec rytualizacji czy funkcjonalizacji, tak wszelkich organizacji, społecznych instytucji,  jak i podstawowych, ludzkich relacji. Św. Paweł mówiący w Liście do Hebrajczyków o skuteczności ofiary Chrystusa przypomina nam także, że Zbawiciel nie odkupił nas poprzez jakieś magiczne zabiegi czy tajemnicze układy, lecz poprzez własne ciało i krew, poprzez mękę i śmierć, dobrowolną ofiarę złożoną z samego siebie. Jego ofiara zatem nie jest rytualnym przedstawieniem, makabrycznym spektaklem, znanym z różnych religii wypędzaniem demonów czy obłaskawianiem bóstwa.
Niestety, nie raz w dziejach pojawiał się „wielki ucisk”, nie raz ani słońce, ani księżyc nie służył nam swoim blaskiem, a człowiek człowiekowi, zamiast pomagać, zamiast służyć, gotował okrutny los, stwarzał piekło na ziemi. Ale Bóg nie skrył się w niebiosach ani nie zamilkł. „Niebo i ziemia przeminą, ale moja słowa nie przeminą” – czytamy w Ewangelii. „Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte”, lecz nie dlatego, że zapanował szatan, lecz dlatego i po to, żebyśmy usłyszeli i ujrzeli Syna Człowieczego, żebyśmy zrozumieli, po co jesteśmy i dlaczego żyjemy, co nadaje naszemu istnieniu sens, jaki jest głębszy jego wymiar. 
Girard zwraca uwagę na „nieredukowalną różnicę”, ogromną przepaść, „dzielącą to, co biblijne, od tego, co mityczne”. W micie na przykład przemoc kolektywna, niekiedy pociągająca za sobą wielkie ofiary, zawsze jest usprawiedliwiona, zaś w biblijnym opowiadaniu jest piętnowana, a nie usprawiedliwiana. Francuski uczony nie cofa się przed stwierdzeniem, iż starotestamentowa „zapowiedź” i chrystologiczne „wypełnienie” tylko przez fałszywą naukę może być wymazywane, a w rezultacie rugowane z naszej świadomości. Zadziwiające, że wierzymy we współczesne miraże, zabobony, a nawet wróżby, a odrzucamy profetyczne przekazy. Głos Boga jednak jest potężniejszy, choć nie potrzebuje siły, Słowo Boga jest donośniejsze i pełne mocy – choć Bóg nie ucieka się do przemocy, nie kusi nas ani nie zwodzi.
Spojrzenie Boga daleko odbiega od ludzkich wyobrażeń, a homo religiosus to nie człowiek chwytający za miecz, próbujący udowodnić swoje racje siłą albo podstępem, w jakiś wyrachowany albo przebiegły sposób. Gdy nasze Księgi Życia i Księgi Sądu przed Bogiem zostaną otwarte – pozostanie tylko to, co sami w nich zapisaliśmy.

Marek WITTBROT
redaktor

 

 

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Michael Wittbrot

 

Archiwum

E-mail
 recogito@lycos.de

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.l.pl

 

© Recogito, Rafaliga