Spis treści


EDYTORIAL

W roku 1984, podsumowując swoją rozmowę z ks. Józefem Tischnerem, który dość często bywał w domu przy rue Surcouf, mój poprzednik na stanowisku redaktora „Naszej Rodziny”, stwierdził, iż „nie ma na tej ziemi sytuacji absolutnie beznadziejnych”. Z kolei w jednym ze swoich okolicznościowych tekstów zwrócił uwagę, że Jan Paweł II niedoszłego swego zabójcę nazwał bratem. Był to dla śp. ks. Leszka Malewicza (1939-2007) dowód, że do końca, nawet w największych ciemnościach, należy szukać światła – i mieć nadzieję, że to co po ludzku wydaje się niemożliwe do spełnienia, dla Boga nie jest niemożliwe.
Nie wiem, co – oprócz zewnętrznych wydarzeń – ówczesnego redaktora pallotyńskiego pisma skłoniło do takich wniosków; dlaczego raczej częściej pisał niż mówił o poszukiwaniu wewnętrznego, duchowego oparcia. I dlaczego w tym, co niekiedy zwykło się nazywać ciemną stroną istnienia, defektem, egzystencjalną zapaścią, niedoskonałością bytu, próbował odnaleźć choćby ślad, zalążek dobra. 
W obliczu choroby, śmierci, jakiegokolwiek nieszczęścia, wiele rzeczy nabiera innego znaczenia. Często wtedy zmieniają się nasze hierarchie. Choćby dlatego, że to, co dotychczas uchodziło za naturalne, oczywiste, teraz okazuje się ledwie dodatkiem, sprawą drugoplanową albo zupełnie nieważną. Wiadomo, że w obliczu różnych zagrożeń, tak zbiorowych – narodowych czy społecznych – jak i osobistych, niemal instynktownie zwracamy się ku temu, co pozwala zachować nadzieję. Ona bowiem zazwyczaj umiera ostatnia.
Chyba jednak warto nie tylko przy takich okazjach –  nie tylko w tak zwanych sytuacjach granicznych – pomyśleć o tym, co wykracza poza naszą codzienność... Wielki Post daje nam szansę, żebyśmy spojrzeli na wiele rzeczy jakby z innej perspektywy – nie tylko perspektywy eschatologicznej, lecz z punktu, w jakim się znaleźliśmy. Wiara i nadzieja nie będą nam potrzebne po przekroczeniu progu śmierci, lecz są niezbędne właśnie teraz – dziś, jutro, tak długo, jak długo będziemy stać u bram prowadzących do „przedziwnego królestwa”, w którym panują inne zależności i prawa od tych, jakie stanowimy i chętnie powielamy pośród ludzi.
Winien jestem Czytelnikom „Recogito” wyjaśnienie... Czterdziesty dziewiąty numer pisma powstał również nad Sekwaną i Wezerą. Najprawdopodobniej i następny numer powstanie w podobny sposób – choć już tylko częściowo na północy Niemiec. Prosząc o wyrozumiałość i przepraszając za wszelkie perturbacje, a nade wszystko za opóźnienia – z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego – życzę Wszystkim tej nadziei, która wykracza poza nasze istnienie, poza wszelkie cierpienia, poza ludzkie pragnienia i wyobrażenia. Oby Dobry Bóg pomógł nam uwierzyć, że nie ma „sytuacji absolutnie beznadziejnych”.


Marek Wittbrot

Brema, 29 lutego 2008 roku
Carl-Severing-Straße

Od redakcji:
Z przyczyn od nas niezależnych musieliśmy opóźnić – podobnie jak było z poprzednimi numerami „Recogito” – wydanie obecnego numeru naszego pisma a zarazem czasowo przekształcić go z dwumiesięcznika w kwartalnik.

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Michael Wittbrot

 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@lycos.de

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.l.pl

 

© Recogito, Rafaliga