Spis treści


EDYTORIAL

Zbieg różnych okoliczności i inne, niewarte wspominania względy sprawiły, iż swego czasu zamiast w Zakopanem i, jak było zaplanowane, w Bóbrce – znalazłem się w Radomiu. Minął jednak cały rok, zanim – dzięki Pawłowi Hertzowi – poznałem pana Stanisława.
Niewiele jest jednoosobowych instytucji, w dodatku niezważających na warunki, nie zabiegających o specjalne środki czy premie, jak też różnego typu nagrody, a wykonujących tytaniczną, na ogół zupełnie niedocenianą pracę. Są niezastąpieni. Ich dokonania widać lepiej po latach, kiedy sięga się po konkretne opracowania.
Stanisław Zieliński swoje życie poświęcił badaniom dziejów Ziemi Radomskiej. Dokumentował i opisywał tak burzliwe, często tragiczne losy ludzi, jak też życie codziennie różnych społeczności. Dawne i najnowsze dzieje, życie materialne i duchowe, sztuka i twórczość ludowa, rozwój rzemiosła i przeobrażenia wsi, działalność gmin i grup wyznaniowych, dokonania edytorskie i piśmiennicze, spółdzielcze i indywidualne inicjatywy i wiele innych tematów – pasjonowało go i zajmuje do dzisiaj. Dla wszystkich, którzy mieli szczęście go poznać, pan Stanisław był niejednokrotnie źródłem nieocenionych informacji i prawdziwą kopalnią wiedzy. 
Gdy po raz pierwszy zjawiłem się w radomskim bloku przy ulicy Żeromskiego 119, a potem w mieszkaniu i niewielkim pokoju, w którym pozostawił sobie niewiele miejsca, zaś całą niemal przestrzeń (od podłogi po sufit) wypełnił książkami, już wówczas byłem przekonany, że znalazłem się w niezwykłym miejscu. Wrażenie robił nie tyle ogromny, starannie uporządkowany księgozbiór, co gospodarz, który poruszał się po swojej bibliotece jak wytrawny przewodnik i koneser mądrości ukrytych w księgach. Ale on sam nie przemieszczał się – bo było to niemożliwe – lecz swobodne poruszał się w obrębie tematów, jakie stawały się przedmiotem dyskusji. 
Gdy musiałem opuszczać Radom, najbardziej żałowałem tego, iż zabraknie wizyt przy ulicy Żeromskiego; wyjątkowych spotkań, z których każde okazywało się niebanalnym, duchowym doświadczeniem. Zdobywane dzięki tym wizytom informacje czy wiadomości, na ogół okazywały się bardzo przydatne, ale jeszcze bardziej istotne stawały się z czasem ukazywane jasno horyzonty, kierunki myśli i wyodrębnianej w taki czy inny sposób intelektualnej działalności.
Pan Stanisław pewnie bardzo by się obruszył na słowa uznania, bo jest człowiekiem, który zawsze bardziej myślał o innych niż o sobie. Z pewnością za komentarz wystarczą prace, artykuły i rozprawy, które dzięki jego uprzejmości i bezinteresowności mogły znaleźć się na łamach „Recogito”.
Niniejszy, w dużym stopniu wspomnieniowy numer jest dla nas okazją do przypomnienia tych faktów, które – mimo pozornie regionalnego charakteru – zdają się swoistym memento, zachętą do śledzenia nie tylko pojedynczych losów, ale dziejów Polski i Europy. Mamy nadzieję, że zaprezentowane teksty zainspirują do dalszych poszukiwań i przyczynią się do powstania nowych, fachowych opracowań, dotyczących nie tylko wybranego regionu.

Marek Wittbrot

Hanower, 29 czerwca 2009 roku
Hauptbahnhof

 

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Michael Wittbrot

 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@pologne.net

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.l.pl

 

© Recogito, Rafaliga