Spis treści


EDYTORIAL

Bejt Ha-Mikdasz powstała w latach 966-959 p.n.e., wzniesiona na jerozolimskim wzgórzu Monia, znana również jako Świątynia Salomona. Należała do najwspanialszych budowli w starożytności. Zniszczył ją Nabuchodonozor II w 587 lub 586 roku p.n.e. Po niewoli babilońskiej powstała Druga Świątynia, nie tak okazała jak pierwsza, ale kiedy Herod Wielki do świątyni Zorobabela dobudował rozległe, monumentalne dziedzińce, musiała ona robić wrażenie. 
Nie każdy do wszystkiego miał w tej świątyni dostęp, chętnie jednak ją przyozdabiano, składano ofiary, próbowano się przypodobać – moglibyśmy powiedzieć – i Bogu, i ludziom (nierzadko bardziej ludziom niż Bogu). „Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony»” – czytamy w Ewangelii według św. Łukasza. Nikt ze słuchających około 30 roku Jezusa nie mógł wiedzieć, że czterdzieści lat później, 4 sierpnia 70 roku, słowa wypowiedziane w Jerozolimie okażą się więcej niż przestrogą.
Katastrofy, wojny, przewroty, kataklizmy spowodowane różnego rodzaju anomaliami, ale i pychą, krótkowzrocznością, a nawet – jak przestrzegał Syn Człowieczy – brakiem zwykłej wrażliwości, zdają się wpisane w ludzkie dzieje. Ale różne wspaniałe budowle z pewnością by się nie zawaliły, gdyby wcześniej nie zabrakło: pokory i mądrości, nieobojętności na losy ludzi i na sprawy ducha. A także uczciwości. Działanie na pokaz. Frazesy powtarzane na około i rozpanoszenie się nieludzkich „warunków, stosunków, języka”. Szukanie własnej chwały nawet przed ołtarzem. Podejmowanie się tylko takich działań, które przynoszą łatwy i szybki zysk. Swoisty merkantylizm – nierzadko i w sprawach wiary – i odrzucanie wszelkiego trudu, twórczej pracy – to pokusy, które dotykają również tych, którzy – zdawać by się mogło – na co dzień obcują z Bogiem. 
Dlaczego „ton nadają życiu ludzie przebiegli”? – rozmyślał i ubolewał w 1933 roku Janusz Korczak. Dlaczego „nie ma miejsca dla ludzi dobrych”? Dlaczego pozostaje tylko „bezradność i cichy smutek”? Martwiło go „bezmyślne tępienie tego, co uczciwe i łagodne”, co bezgłośne, co nie jest czynione z ostentacją. Bardzo martwił się też tym, że nie rozumność i wyrozumienie, nie szlachetne uczucie „decyduje o obliczu świata”, lecz rozpasana „złość i złośliwość”, zwykła drapieżność. Dlaczego – zastanawiał się nieraz – żeby coś osiągnąć, „trzeba judzić i szczuć”, trzeba być wyrachowanym i przebiegłym? Nie pomylił się przeczuwając, że to wszystko musi się źle skończyć.
Nieraz „dzień palący jak piec” spadał niby plaga na pogrążonych we śnie ludzi. I nieraz „wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę” nie byli w stanie uwierzyć, że i oni mogą stać się słomą, że i ich wspaniałe dzieła, niezwykłe dokonania, a nawet najwyższe, najokazalsze świątynne wieże mogą za chwilę nic nie znaczyć, mogą już nie być potrzebne. Jezus wszedł do jerozolimskiej świątyni nie po to, żeby tamtejszych kapłanów czy wiernych straszyć. Wszedł, żeby przypomnieć, dlaczego w Drugiej Świątyni zabrakło arki, świętego ognia, Szekiny, świętego ducha, a także urim i tummim, czyli świętych przedmiotów.
Zawsze – zanim zaczną walić się mury i ginąć całe miasta – zaczyna się od tego, do czego większość przywiązuje tak małą wagę, czego większość zdaje się nie zauważać, czego nie zauważają nawet ci, którzy w pierwszym rzędzie są do tego powołani... Zaczyna się od obojętności i braku najprostszych ludzkich odruchów. Dlatego – jeśli chcemy i my, żyjący w XXI wieku, nie stracić świętego ognia, świętego ducha, świętych przedmiotów – musimy w swoich świętych miejscach, w swoich przybytkach i w swoich myślach, uczuciach i pragnieniach, powrócić do tego, co najprostsze... 

Marek Wittbrot

Paryż, 14 listopada 2010 roku

 

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Michael Wittbrot

 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@pologne.net

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.l.pl

 

© Recogito, Rafaliga