Spis treści


EDYTORIAL

Czy rzeczywiście „lepił ze słów czułe i tragiczne obrazy świata”? Czy istniała dla niego tylko poezja? Dlaczego – jakby pomiędzy nocą a dniem, snem i jawą, pełnym napięcia milczeniem a niemym krzykiem – wybrał ekstremalne rozwiązanie? Czy nie widział innego wyjścia? Czy pustka zadomowiła się w nim, a on – w pustce? Czy zupełnie co innego zadecydowało o jego wyborze? Czy, podejmując ostateczną, w konsekwencji nieodwołalną decyzję, czynił to w pełni świadomie?
Po tragicznej śmierci Macieja Niemca przeczytać, a jeszcze częściej usłyszeć można było wiele podobnych pytań i równie wiele odpowiedzi. Niektórym zdawało się, że wiedzą lepiej albo dostrzegają więcej, doskonale rozumieją nieodwracalny, poruszający „krok na drugą stronę”. Inni woleli być ostrożni w wypowiedziach, a tym bardziej w osądach.
Fakty mówią za siebie... ale przecież – jak większość spraw ludzkich – oceniamy je po swojemu, patrzymy na nie z boku, nie jesteśmy w stanie wejść w czyjąś „skórę”, a tym bardziej duszę. Ostatecznie patrzymy z zewnątrz. Inną sprawą jest akceptacja – trudno zaakceptować to, że kogoś już nie ma, choć mógłby być – inną zaś to, że nie da się przywrócić życia, odwrócić faktów. 
W nocy czy nad ranem 25 stycznia Maciej Niemiec „dołączył – jak to określiła Teresa Tomsia – do grona Patronów naszych zwątpień i epifanii”. Nie był pierwszym poetą czy pisarzem, który w dramatyczny sposób rozstał się z życiem, właśnie nad Sekwaną. Wystarczy wspomnieć Romualda Kamińskiego, Jacka Bierezina, Piotra Rawicza, Mariana Ośniałowskiego, a także innych – zmarłych w Paryżu – tak znanych jak Gérard de Nerval, który „odszedł dyskretnie, nie niepokojąc nikogo [...], uwalniając swą duszę w najciemniejszej ulicy, jaką można znaleźć”, czy Henry de Montherlant, który „miał śmierć na swe podobieństwo, śmierć która nie skłamała dziełu”.
Maciej Niemiec od roku 1988 był związany z paryską „Naszą Rodziną”, a następnie – po jej likwidacji w 1999 – z „Recogito”. Debiutował w roku 1986 w innym, również pallotyńskim, hektografowanym, dość nietypowym, bo wydawanym przez alumnów Wyższego Seminarium Duchownego w Ołtarzewie pod Warszawą, miesięczniku „Nasz Prąd” (tego samego roku opublikował swoje wiersze na łamach wychodzącego w Warszawie, bezdebitowego kwartalnika literackiego „Wezwanie”). 
Dziękując za publikację „Medytacji w noc św. Łucji”, „Wieży” i sześciu innych wierszy z lat 1979-1986, a także uznając „pierwszą wypowiedź” o swojej poezji „za dobry znak także na przyszłość”, zwrócił uwagę na słowa Reinera Marii Rilkego. „[...] nie chcę oddzielać życia od sztuki, wiem, że one się gdzieś w jakimś punkcie zespalają. [...] Sztuka bowiem to rzecz zbyt wielka, zbyt poważna, jedno życie dla niej za krótkie, często ci, co dożywają sędziwego wieku, są wobec niej, jakby dopiero stawiali pierwsze kroki” – pisał latem 1903 roku do Lou Andreas-Salomé autor „Księgi godzin” i „Księgi obrazów”. Zdawał sobie sprawę ze swojego nieprzystosowania – wprost zresztą o tym mówił – a jednocześnie był przekonany, że każdy prawdziwy twórca stwarza, otwiera przestrzeń dla nowej, dotychczas nieznanej siły. Zdaniem austriackiego poety wszystko, co płynie z samej głębi, co dotyka istoty życia i tworzenia, staje się źródłem wszelkiej, nie tylko artystycznej przemiany. 
Zapewne potrzeba będzie jeszcze trochę czasu, żeby zamknięte już dzieło Macieja Niemca przemówiło całą swoją siłą (nie tylko do wybranych!). I żeby koncentrujące się w nim, zdawać by się mogło, wciąż rozproszone, niewydobyte moce – mogły wskazać kierunek, rozległe pole, dzięki któremu tam, gdzie niektórzy stawiają pierwsze kroki, dawno rozkwitło i wzrosło prawdziwe słowo i prawdziwe życie. Rilke pisał o wielkich złaknionych, którzy cały świat chłonąc w siebie, nie wznosząc swoich przybytków ani nie mając swojego kąta, skazują siebie na bezdomność i nieprzystosowanie. Jednocześnie wybiegają daleko w przyszłość. Wznoszą się ponad zwykłe sprawy i doraźne zaangażowania. Będąc wpatrzeni w wieczność – nie potrafią siebie i innych od niej oderwać. 
Może właśnie o tym trzeba dzisiaj pamiętać, a nie – stawiać się w miejscu Boga. Pan Bóg talenty darmo rozdziela. I z czułych, tragicznych obrazów świata nie wykreślając żadnej linii, nie wymazując żadnej kreski, nie na nasze osądy patrzy, lecz liczy na naszą wrażliwość, wspaniałomyślność i wielkoduszność. Sprawia, że przynajmniej próbujemy, że chcemy, że nieraz jesteśmy skłonni sięgać dalej, znacznie dalej niż zazwyczaj.

Marek Wittbrot

Paryż, 21 lutego 2012 roku

 

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Bożena Pierzycka

 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@pologne.net

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.l.pl

 

© Recogito, Rafaliga