Spis treści


EDYTORIAL

Z plemienia, które stało się „znane wśród narodów” i, chociaż było i jest stosunkowo nieliczne, „między [wieloma] ludami” wydawało swoje potomstwo, pochodzi również Maryja. Przez nią wszędzie, nie tylko pośród wybranych, miała – jak czytamy w Księdze Izajasza – „rozplenić się sprawiedliwość i chwała”.
Kard. Stefan Wyszyński w roku 1961, w jednym ze swoich kazań, podkreślał, że „w Kościele bez Dziewicy w jego sercu nic dziać się nie będzie. I dlatego jest Pośredniczką łask wszelkich”. Prymas Tysiąclecia nie bał się nazwać snobami tych, którzy strasznie się gorszą „Dziewczęciem z Nazaret”. I sądzą, że fakt, iż „w Kościele wszystko jest macierzyńskie”, to jakaś aberracja, teologiczne nadużycie. Tymczasem nie powinniśmy zapominać, że  Provida Mater Ecclesia jest – używając sformułowania autora książki „Matka Syna Człowieczego” – nieustannym poczynaniem, rodzeniem i odradzaniem się. Gdy nie ma na to miejsca, gdy te sprawy wykreślamy ze swojego życia, zubażamy i Kościół, i samych siebie.
Gdy dwunastoletni Jezus w Święto Tygodni stanął przed sefer-Tora, gdy w synagodze wdał się w dysputę z rabinami, zdawać by się mogło, że zapomniał o swoich rodzicach, o własnej Matce. Często – powracając do tej dość chętnie komentowanej sceny – oprócz mądrości i Synostwa Bożego zwraca się uwagę na zachowanie samego Zbawiciela i – jakby odcięcie się od ziemskich powiązań. A przecież Łukasz Ewangelista napisał wyraźnie, że po – z naszej perspektywy patrząc – zaskakującym, jerozolimskim incydencie Jezus wrócił z Józefem i Maryją do Nazaretu i „był im posłuszny”.
Wybitny francuski mariolog, René Laurentin, nie miał wątpliwości, że słowa o posłuszeństwie, a także cały kontekst wydarzenia wytrącają argumenty tym wszystkim, którzy chcieliby z Maryi uczynić nadopiekuńczą matkę, zaborczą kobietę. Co więcej, dwunastolatek – w przeciwieństwie do tego, co głoszą niektóre apokryfy – nie popisywał się swoją wiedzą z astronomii czy medycyny, lecz zachowywał się jak dziecko. Był stanowczym, ale i uległym chłopcem. Pytał i odpowiadał jak zwykło czynić dziecko. Maryja z kolei, mimo że nie wszystko rozumiała, zachowywała się jak każda kochająca niewiasta. Była i jest wzorem, jak wypełniać swoje fiat i zarazem jak kochać po ludzku. My – jak zauważył francuski teolog – bardzo chętnie uciekamy się do wielkich słów. Najczęściej, aby zakryć, poniekąd przystroić, własną przeciętność, głupotę czy wyrachowanie. Zapominamy, że nawet najpiękniejsza rzecz, „nawet słowo Bóg”, ulega wynaturzeniu skutkiem nadużywania. I nierzadko jesteśmy jak fałszerze pieniędzy, którzy najchętniej podrabiają mocną walutę. Niby chcąc dobrze, powołując się na najwyższe ideały, tworzymy atrapy wiary czy religii i stwarzamy karykaturalnego Boga.
Francuski mariolog – jak sam wspominał – spotkał się kiedyś z zarzutem ze strony jednej z napotkanych osób, że jako chrześcijanie lubimy udawać, iż kochamy ludzi, a w rzeczywistości oni zupełnie nas nie obchodzą. Jeśli coś dla nich robimy, to tylko po to, żeby Bóg nas jakoś wynagrodził. Niestety – jak mówił – zarzuty owe bywają uzasadnione. „Ludzie [zaś] chcą być kochani dla nich samych, w przeciwnym razie nie chcą być kochani wcale” – podkreślał autor „Nowych wymiarów miłości”. Owe najgłębsze wymiary, wolne od wynaturzeń, wskazuje właśnie Maryja, od której można i trzeba uczyć się dobrej miłości. Dobrej miłości? Tak! Bo można być źle kochanym. A bycie „źle kochanym, to coś, co czyni życie nieznośnym”. To złe, niebezinteresowne, egotystyczne kochanie często widzimy u rodziców, ale też pośród różnych osób i środowisk, również wewnątrzkościelnych.
Na pewno warto od czasu do czasu się zastanowić: jak jest z naszym sercem. Czy dobrze, czy źle kochamy? Czy mamy odwagę tworzyć życie, a nie jego atrapy? Czy nieustannie rodzimy się i odradzamy, czy też tkwimy w jakichś schematach, rytuałach, bezdusznych formach albo zwykłych przyzwyczajeniach? Od Matki Jezusa uczymy się dostrzegać i urzeczywistniać właśnie to, co macierzyńskie, prawdziwie kościelne, na ogół zupełnie niepozorne, a przecież tak ważne w każdym miejscu i czasie.

Marek Wittbrot

Paryż, 16 maja 2012 roku

 

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Bożena Pierzycka

 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@pologne.net

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.l.pl

 

© Recogito, Rafaliga