Spis treści


EDYTORIAL

„Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy” – mówi ojciec do syna, który – jak wiemy – żył rozrzutnie, prowadził w odległych krainach hulaszcze życie, roztrwonił majątek z nierządnicami. Wówczas, gdy – moglibyśmy dodać – stoczył się zupełnie, zszedł na samo dno, nie tyle się opamiętał, co uświadomił sobie beznadziejność własnego położenia. Poniekąd wybrał najprostszą a zarazem najłatwiejszą drogę: powrót do domu ojca. Ten zaś, nie dość, że nie oddalił wiarołomnego, upomniał zazdrosnego o niezasłużone przywileje drugiego syna: „A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”.
Przypowieść o synu marnotrawnym, nazywana niekiedy Ewangelią w Ewangelii, wbrew chętnie powielanemu schematowi, nie jest słodką opowiastką o tym, jak to dobry ojciec przebacza, a następnie przyjmuje pod swój dach niegodziwego potomka. Jest osadzoną w życiu, głęboko przemyślaną alegorią, w której świat nie dzieli się na złych i dobrych, wiernych i niewiernych, czy potępionych i sprawiedliwych. Mówi o ludzkiej naturze, pragnieniu „czegoś więcej” niż bycie sytym i zadowolonym z siebie, potrzebie odmiany, a jednocześnie o niebezpieczeństwach, jakie grożą każdemu, kto niejako odrywa się od swoich korzeni, a nade wszystko przekreśla, roztrwania dorobek – w pierwszej kolejności – swoich najbliższych.
Μετάνοια – jak to ujął Augustyn Jankowski OSB – zaczęła się „od subiektywnego poczucia kontrastu między obecnym stanem upadku, do którego doszedł [marnotrawny syn], a sytuacją materialną najemników w domu ojca”. Droga powrotu nie była prosta ani krótka. Uświadomienie sobie własnych przewin zabrało niemało czasu. Kolejny etap to – wcale nie taki łatwy – okres wahań, przygotowania się do powrotu, łamania sobie głowy, co powiedzieć, jak usprawiedliwić swoje postępowanie. Przemiana jest tutaj raczej długotrwałym procesem, a nie jednorazowym wyborem. O ile nawrócony syn dość długo kalkuluje, wręcz na zimno rozważa, co mu się bardziej opłaci, reakcja ojca jest odruchem serca. Ojciec, gdy syn „był jeszcze daleko”, wzrusza się bardzo głęboko (w Ewangelii, w tekście greckim jest mowa o „poruszeniu się wnętrzności”). Co więcej, ojciec – wbrew regułom przestrzeganym w orientalnym świecie – wybiega na spotkanie tego, który ciężko zgrzeszył. 
Pokora grzesznika zostaje nagrodzona, zaś z przyganą, jeśli nie surowym osądem, spotyka się pycha nienagannego dotychczas, uczciwego w swoim mniemaniu starszego spośród braci. To on – wbrew temu, na co wskazywać mogłyby zewnętrzne przesłanki – okazuje się „niepokonalnie zazdrosny i interesowny”. Co więcej, siebie wywyższając, wytykając cudze grzechy, w ten sposób próbując poniżyć brata, chce wpłynąć na ojca, aby ten uznał jego zasługi i jego moralną wyższość. Warto przy tym pamiętać, że Jezus był ciągle krytykowany, szczególnie przez uczonych w Piśmie i faryzeuszy, właśnie za okazywane grzesznikom miłosierdzie. 
Charles Baudelaire – uchodzący długo za obrazoburcę i gorszyciela – pisał w swojej książce „Moje obnażone serce”: „Wołanie do Boga, czyli duchowość, jest pragnieniem posuwania się wzwyż; wołanie do Szatana, czyli zwierzęcość; [to] radość poniżenia”. Inny francuski pisarz, Charles Péguy, przypominał, że „grzesznik jest w samym sercu chrześcijaństwa”. Miłosierdzie szokowało, szokuje i zawsze – jak zauważył ojciec Jankowski – będzie szokować domniemanych sprawiedliwych, wiecznie zapatrzonych w zło świata i cudze grzechy. Tymczasem wszyscy poniekąd jesteśmy marnotrawnymi synami, jesteśmy grzesznikami i, w każdej, najgorszej nawet sytuacji, powinniśmy szukać drogi wzwyż, a nie karmić się, wręcz rozkoszować tym, co nazywamy: niemoralnością, zepsuciem czy złem świata. 
Zmiana myślenia, zmiana nastawienia i usposobienia, wreszcie każda głęboka przemiana, μετάνοια, to chrześcijańska droga do Boga, droga Kościoła – jako Ecclesia semper reformanda – do człowieka, a zarazem prawdziwy znak przynależności do wspólnoty, którą nazywamy niekiedy Mistycznym Ciałem Chrystusa, ale ma ona: tak boski, jak i ziemski wymiar. W pewnym sensie, im bardziej jesteśmy ludzcy, tym bliżej jesteśmy Boga, zaś im bardziej kochamy Boga, tym bliżej jesteśmy człowieka – również największego grzesznika.

Marek Wittbrot

Paryż, 2 marca 2013 roku

 

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Líria Dora
Orłowska

 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@pologne.net

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.l.pl

 

© Recogito, Rafaliga