Spis treści


EDYTORIAL

Jezus – jak pisał św. Paweł w Drugim Liście do Tymoteusza – niejednokrotnie udowodnił, że jego nauka zasługuje na wiarę. Udowodnił to swoimi czynami, swoją wytrwałością, konsekwencją, wiernością powołaniu, jakie otrzymał od Ojca. W przedziwny sposób, w Synu Bożym, zespoliło się to wszystko, co nazywamy – głównie w teologii – łaską i naturą.
Jezus jednak nie obnosił się ze swoimi zasługami. Nie chełpił się swoją mądrością. Nie wykorzystywał swoich umiejętności, nie nadużywał swoich możliwości, żeby podporządkować sobie innych. Tak dalece szanował cudzą wolność, że – nawet, gdy to się zdawało zupełnie ewidentne – nie domagał się żadnej wdzięczności.
Zmierzając niegdyś do Jerozolimy – jak zapamiętał to św. Łukasz – na pograniczu Samarii i Galilei spotkał dziesięciu trędowatych. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że to jedna z najbardziej odrażających przypadłości. Widząc ludzkie nieszczęście, a właściwie dziesięciu nieszczęśników, oraz słysząc ich wołanie o pomoc, nie zastanawiał się długo. Uzdrowił, oczyścił każdego, uwolnił od trądu. Finał tej historii był poniekąd bardzo przygnębiający. Z uzdrowionych tylko jeden, Samarytanin, obcy człowiek, okazał swą wdzięczność. Reszta jakby zapomniała, w jak rozpaczliwej znajdowała się sytuacji i co, niechybnie, spotkałoby każdego, gdyby ta lepromatyczna czy tuberkuloidowa choroba nadal się rozwijała.
Zapewne podobne przypadki – przykłady zwykłej, ludzkiej niewdzięczności – znamy z własnego doświadczenia. Nie są one, niestety, odosobnione. Jak to się zwykło mówić: „bieda głośno krzyczy, na wdzięczność jednak – gdy przestanie ona doskwierać – nie ma co liczyć”. Taka jest widocznie nasza natura, że głośno się zachowujemy, kiedy dzieje się nam krzywda, zaś siedzimy cicho, kiedy należałoby znacznie głośniej wołać niż zazwyczaj.
Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec” – dziwił się Jezus. A pewnie nie tyle był zaskoczony, co zasmucony, że to, co sam często powtarzał, co ciągle poświadczał swoim przykładem, obchodziło niewiele osób. Bynajmniej nie chodziło Jemu o popularność czy specjalne wyróżnienia. Chodziło o pomnażanie dobra, a także o świadomość, że – ujmując kolokwialnie – nic nie bierze się z powietrza, że jacy jesteśmy dla innych, tacy będą inni dla nas.
Warto zatem nieraz zastanowić się: jak było dotychczas? Co dobrego i złego się wydarzyło? Co albo kto pomógł nam wyzwolić się z różnych przypadłości? I co później z tym zrobiliśmy? Co czynimy, aby nie tylko nam było lepiej? Czy mamy świadomość, że to dzięki nam – przynajmniej wokół nas – może być lepiej, znacznie lepiej niż jest, niż bywa na co dzień?

Marek Wittbrot

Paryż, 13 października 2013 roku

 

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Líria Dora
Orłowska

 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@pologne.net

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.pologne.net

 

© Recogito, Rafaliga