Spis treści


EDYTORIAL

„Nie lękajcie się. Otwórzcie drzwi Chrystusowi” – przekonywał u początku swojego pontyfikatu  Jan Paweł II. „Nie bójcie się!” – mówił podczas pierwszej swojej pasterki w Watykanie papież Franciszek. Albowiem wiara, jak i inne, otrzymane od Boga i natury dary, choć darmo dane – jak wielokrotnie przypominał jeszcze jako biskup Buenos Aires – nie są na darmo.
Nikt z nas nie wie, co czeka nas jutro lub pojutrze. Nie znaczy to jednak, że nic od nas nie zależy, że niczego nie należy czynić. Podstawą do działania są konkretne uwarunkowania. Jan Paweł II rozpoczynał swój pontyfikat w głęboko podzielonym świecie – na tzw. bloki wschodni i zachodni – odważył się jednak ruszyć z posad te mury, które dzieliły społeczeństwa i ludzi. Papież Franciszek, od kiedy po dobrowolnej rezygnacji Benedykta XVI przejął najwyższy urząd, próbuje – moglibyśmy powiedzieć – obalić te mury, które są wewnątrz.  Tak w samym Kościele, jak i w nas.
„Niech Boże Narodzenie upłynie w duchu nadziei, sprawiedliwości i braterstwa” –  życzył wszystkim Ojciec Święty. Zwracając się  do tych, którzy angażują się w sprawy społeczne, zachęcał, aby wnieśli „konstruktywny wkład, odrzucając pokusy starcia oraz przemocy i podążając zawsze drogą dialogu”. Niewątpliwie pierwszy męczennik Kościoła, św. Szczepan – nie bez powodu wspominany w liturgii zaraz po Święcie Narodzin Zbawiciela – zrezygnował z „pokusy starcia i przemocy”. Wolał oddać własne życie niż wyrzec się swoich zasad i swojej godności.
Tym, którzy wybierają przemoc, niesprawiedliwość, dzielenie, a nie łączenie ludzi, wydaje się zazwyczaj, że siłą, podstępem czy przewrotnością da się osiągnąć każdy wybrany przez siebie cel. Gdy nie potrafią „sprostać [czyjejś] mądrości i Duchowi”, kneblują mu usta albo fizycznie eliminują. Nie wahają się nawet przed tym, że w świętym miejscu, jakim jest świątynia, zamiast głosić miłość i przebaczenie, sieją nienawiść. Niekiedy – niby głosząc Pana Boga i mając na ustach piękne i wielkie słowa – nie mają najmniejszych skrupułów, żeby pomniejszyć, zdyskredytować albo zniszczyć każdego, kto zagraża ich pozycji, interesom czy wpływom. Św. Jan Apostoł wyraźnie zaznaczył, że „każdy, kto postępuje niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego brata”, nie może nazywać siebie Jego sługą.
Odwaga, a nieraz zwykłe poczucie przyzwoitości i czystość intencji, nierzadko kosztuje wiele. Można być „pełnym łaski i mocy, działać cuda i znaki wielkie” i właśnie dlatego zostać znienawidzonym, a nawet pozbawionym życia. Jezus i cała Ewangelia – mimo wszystko – zachęca do ufności. „Panie, nie poczytaj im tego grzechu” – prosił św. Szczepan jakby chciał uchronić od gniewu Bożego swoich oprawców.
Obawa o siebie i bliskich, strach, szukanie oparcia i potrzeba poczucia bezpieczeństwa – to bardzo naturalne odruchy. Na nich bazują i przewrotnie wykorzystują je nie tylko tyrani albo demagodzy, osoby żądne poklasku czy nastawione wyłącznie na własny zysk.  Nie ma jednak innej drogi – jak wyzbycie się lęku – żeby być prawdziwie wolnym i w sposób wolny dzielić się tym, co nazywamy nadzieją, wiarą i miłością.

Marek Wittbrot

Paryż, 26 grudnia 2013 roku

 

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Líria Dora
Orłowska

 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@pologne.net

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.pologne.net

 

© Recogito, Rafaliga