Spis treści


EDYTORIAL

Był osobą wyjątkową. Bez niego nie byłoby Éditions du Dialogue i paryskiego ośrodka dyskusyjno-odczytowego przy rue Surcouf, ozdobionego witrażami Jana Lebensteina i rzeźbą Aliny Szapocznikow. Gdy w dwudziestym dziewiątym roku życia i po ukończeniu fryburskich studiów przybył do stolicy Francji, wiedział, co chce robić. Gdy ukończył czterdzieści siedem lat, uznał, że jest przegranym człowiekiem. Szczególnie dramatyczne były ostatnie miesiące jego życia, kiedy zmagał się z depresją, zwątpieniem, osamotnieniem i niezrozumieniem.
Dokonał wiele. Mimo wszystko przez całe życie miał poczucie, że nie dokonał niczego wielkiego. I że zabrakło mu talentów i determinacji, że Pan Bóg poskąpił mu tych zdolności, jakie dostrzegał i podziwiał u innych. Nigdy nie brakowało mu ambicji. Często jednak z nich rezygnował i poświęcał się dla innych. W tym, co robił, był sumienny, dokładny i konsekwentny. Cenił profesjonalizm i sam, względem siebie, nie stosował taryfy ulgowej.
Mimo że minęło 35 lat od jego śmierci, są rzeczy, o których za wcześnie mówić. Słyszałem o nich od takich osób jak Stefan Kisielewski, Janusz Pasierb, Leon Bąkowski, Jan Lebenstein i – biorąc pod uwagę kolejność – Olga Scherer. Nie zabrakło innych źródeł. W sumie potwierdziły one to, czego o Józefie Sadziku dowiedziałem się na przełomie 1981 i 1982 roku od Michała Kordeckiego, który – jako ojciec duchowny ząbkowickiego nowicjatu – nie miał wątpliwości, że pallotyńskie zgromadzenie 26 sierpnia 1980 roku straciło jednego z najwybitniejszych swoich przedstawicieli.
Latem 1995 roku, wcześniej zyskawszy świadectwo Czesława Miłosza oraz Jana Lebensteina i Olgi Scherer, czyli osób najbliższych księdzu Sadzikowi, udało się wydać specjalny numer miesięcznika „Nasza Rodzina” poświęcony twórcy Centre du Dialogue. W roku 2002 wywiad Sadzika z Miłoszem, o którym jeszcze mieszkając w Polsce słyszałem od Kisiela i Pasierba, zaś w Paryżu zapewniała o jego istnieniu Olga Scherer, wbrew kategorycznym zaprzeczeniom niektórych, odnalazł się. Był to wywiad do planowanej, obszernej, nieukończonej „księgi rozmów” pallotyna z Paryża z poetą z Berkeley (po raz pierwszy ukazał się on w 30. numerze „Recogito” we wrześniu 2004 roku). Obok pracy doktorskiej, wydanej po francusku w Paryżu i po hiszpańsku w Barcelonie, obok albumu poświęconego Wincentemu Pallottiemu i relacji, w okolicznościowym zeszycie, z podróży do Rwandy, a także tekstów zamieszczonych w książkach i różnych periodykach, przez lata trudno było mówić o trwałej obecności. Z początku 2015 roku, dzięki wsparciu galerii Roi Doré, udało się wydać Wiersze Józefa Sadzika. Jest nadzieja, że wkrótce ukażą się kolejne książki, chociażby zapiski z podróży do Czechosłowacji i Szwajcarii czy inne teksty, jakie pojawiały się… na seminaryjnej gazetce ściennej (bo takie były początki „Naszego Prądu”) w Ołtarzewie.
Józef Sadzik – mimo że w czerwcu 1957, po święceniach, opuścił podwarszawski matecznik – nie zrywał kontaktu i chętnie dzielił się z alumnami macierzystego Wyższego Seminarium Duchownego swoimi przemyśleniami. W połowie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, najpierw prowadząc i nadając „Naszej Rodzinie” nowy profil, a następnie wspomagając pallotyński miesięcznik, od czasu do czasu właśnie w nim publikował swoje teksty. Równocześnie współpracował z paryską „Kulturą”, sygnując swoje teksty J.S., a sporadycznie z krakowskim „Tygodnikiem Powszechnym” i londyńskimi „Wiadomościami”. Do tego dochodziły wstępy i posłowia do książek wydawanych przez Giedroyciowy Instytut Literacki i własne Éditions du Dialogue.
Jednym z największych i spełnionych marzeń autora Estetyki Martina Heideggera było, żeby w paryskiej księgarni ujrzeć swoją książkę. Mimo że po przybyciu do Francji stał się inicjatorem i sprawcą pojawienia się, tak po francusku jak i po polsku, wielu znaczących pozycji, mimo posiadania wydawnictwa, nie zdecydował się chociażby zebrać i opublikować w jednym tomie własnych artykułów; tych tekstów, jakie dawno poszły w świat. „Gdyby chciał, sam by to zrobił” – odpowiedział mi kiedyś jeden z najbliższych jego współpracowników, Zenon Modzelewski. Mimo wieloletniej przyjaźni, jaka łączyła go – już w latach seminaryjnych – z kolegą z Sułkowic, nie zdecydował się na rozpowszechnienie jego dorobku.
Przez lata brakowało chęci czy woli uprzystępnienia spuścizny po przyjacielu poetów i malarzy, duchownego, który potrafił – jak to ujęła Olga Scherer – „mówić rzeczy niezbyt budujące i niezbyt radosne”, a jednocześnie był „człowiekiem niesłychanej subtelności” i, darząc kobiety „ogromną estymą”, wielu kobietom „bardzo się podobał”, co z kolei sprawiało, że „szukały jego towarzystwa”. Ale też zabiegali o kontakt z nim i budził podziw u takich osób jak Zbigniew Herbert, Gustaw Herling-Grudziński, Konstanty Jeleński czy Karol Wojtyła. Przez lata bardziej znany i ceniony był „na zewnątrz” niż wśród pallotynów. Szczęśliwie z biegiem czasu to się zmieniło. Dowodem jest chociażby fakt, że większość tekstów zamieszczonych w bieżącym numerze „Recogito” wychodzi ponownie na światło dzienne dzięki staraniom obecnego przełożonego Regii Francuskiej, Aleksandra Pietrzyka.
Pamiętający Sadzikowe lata, raczej niechętnie odsłaniający kulisy działalności paryskiego domu, Witold Urbanowicz dzięki Bogu udokumentował nie tylko to, co działo się w wydawnictwie i Centrum Dialogu, ale i wiele momentów z życia swojego kolegi. Razem przekształcali powstałe w 1944 roku czasopismo. Niekiedy ostro się spierali. Ale też potrafili współpracować. Nadali zupełnie nowy, oryginalny wymiar pallotyńskiej działalności. Nie kryjąc swych zastrzeżeń, niejednokrotnie zwracając uwagę na zagubienie swojego konfratra, ksiądz Witek widział w nim człowieka o szerokich horyzontach, posiadającego określoną wizję, otwartego na świat i Boga. Nazwał go kiedyś „człowiekiem z klasą”. Osób z klasą, choć nigdy nie jest wiele, najbardziej potrzeba wtedy, gdy brakuje już miejsca – na piękno i dobro, na rzeczy niby proste, a przecież wymagające wyobraźni, wrażliwości, wnikliwości, bezinteresowności i odwagi.

Marek Wittbrot

Brema, 26 sierpnia 2015 roku

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Bożena
Pierzycka

 

 

Archiwum

E-mail
 recogito@pologne.net

www.recogito.l.pl

Recogito@
 www.recogito.eu

 

© Recogito, Rafaliga